Strona główna  |  Sklep  |  Wydawnictwo  |  Wydania cyfrowe  |  Kontakt  |  Reklama

 
Ludzie branży

»

  |   A  |   B  |   C  |   D  |   E  |   F  |   G  |   H  |   I  |   J  |   K  |   L  |   M  |   N  |   O  |   P  |   R  |   S  |   T  |   U  |   W  |   Z  |   Ł
Pydych Jarosław - sylwetka

Wiele lat przepracował w finansach, nie wyobraża sobie życia wśród papierów za biurkiem.

Na najwyższych obrotach.
Adrenalina i pasja. To one sprawiają, że właściciel biura Volare czuje się w swoim zawodzie w pełni zrealizowany.
( Joanna Morawska)

Jarosław Pydych pierwszy raz zetknął się z branżą turystyczną 10 lat temu we Włoszech. Pracował wtedy przy tworzeniu oferty przyjazdowej do tego kraju. Chociaż nie było to jego podstawowe zajęcie, bo równocześnie pracował w branży finansowej, już wtedy wiedział, że nie zostanie pracownikiem banku. Za bardzo kochał wolność i niezależność, a sztywne życie pod krawatem w korporacyjnym kieracie nie było spełnieniem jego zawodowych marzeń. – Praca w turystyce pozwala mi się w pełni realizować zawodowo. Najbardziej fascynują mnie w niej takie chwile, kiedy jadę na wyciągu i podziwiam skąpane w słońcu góry lub gdy siedzę za kierownicą sportowego bolidu czy lecę prywatnym jetem z klientem. Uśmiecham się wtedy do siebie i myślę: kocham swoją pracę! – mówi. Uważa jednak, że nie jest to zawód dla wszystkich. Według niego, aby jak najlepiej wywiązać się ze swoich zadań, konieczne są charyzma i kreatywność oraz umiejętność wzbudzania zaufania i dar zjednywania sobie ludzi.
Zmiany motywują
Volare Travel rozpoczynało działalność jako biuro typowo narciarskie. Fascynacja Włochami i duża wiedza na ich temat, a co za tym idzie dobrze przygotowana oferta to według Jarosława Pydycha elementy, które ułatwiły mu prowadzenie biznesu. Teraz w katalogu zimowym biura oprócz Włoch można znaleźć także Austrię i Szwajcarię. Ostatnio oferta została rozszerzona również o katalog letni z Włochami i Chorwacją na dojazd własny i imprezami objazdowymi. Biuro ma też na koncie kilkadziesiąt zorganizowanych eventów narciarskich (m.in. freeride heliski Cervinia, przeprawa przez Mont Blanc, szkolenia, zawody) i letnich (quady, loty balonem, paralotnie, degustacje win itp.) nie tylko we Włoszech. – Zmieniające się realia rynku to dla mnie siła napędowa, dzięki której wprowadzam firmę na szerokie wody i docieram do coraz większej liczby klientów. Całkowicie zmieniliśmy stronę WWW, która jest teraz nowoczesnym portalem z możliwością rezerwacji i płatności online. Zatrudniamy w firmie specjalistów i wciąż szukamy nowych rozwiązań – mówi z dumą Jarosław Pydych.
Z adrenaliną za pan brat
Dzięki wyjazdom z klientami narodziło się też mnóstwo nowych znajomości i przyjaźni, które przetrwały lata. – Nie chcę mówić, że podróże to moja pasja, bo może to zabrzmieć banalnie. Lubię podróżować, ale szukam ciągle nowych doznań, by móc każdego dnia zaskakiwać siebie i swoich klientów – stwierdza. Na pytanie, które z wyjazdów wspomina najmilej, odpowiada bez wahania. – Przygoda z freeride heliski w Cervinii i samodzielne prowadzenie sportowego ferrari na torze wyścigowym Monza. Adrenalina, prędkość, wolność. Wrażenia, dla których warto żyć. Niezapomniane chwile spędziłem również lata temu w hotelu Pirata w Val di Non, gdzie co wieczór była wspaniała zabawa przy gitarze, nocne kąpiele w basenie, niezwykła atmosfera – wspomina. – Chciałbym jeszcze pojechać na freeride na Mont Blanc i zorganizować heliski na Alasce. Przygotowania trwają – dodaje.
Jedno z dramatycznych doświadczeń związanych z podróżowaniem, na wspomnienie którego do dzisiaj cierpnie mu skóra, miało miejsce podczas lotu na Sycylię. Były bardzo trudne warunki pogodowe i silne turbulencje. Nagle samolot wpadł w dziurę powietrzną i spadał bezwładnie przez kilometr. Na pokładzie wybuchła panika. Państwo Pydychowie lecieli wtedy z córeczką na wakacje i przez tych kilka sekund wszystko straciło sens. Na szczęście udało się bezpiecznie wylądować, ale od tego czasu samolot nie jest ich ulubionym środkiem transportu.
Zapracowany właściciel biura Volare Travel na co dzień nie ma zbyt wiele wolnego czasu, dlatego szczególnie ceni sobie chwile w domowym zaciszu i w swoim ogrodzie na obrzeżach Krakowa. Starał się urządzić taras w toskańskim stylu, aby zawsze mieć przy sobie kawałek swojej drugiej ojczyzny. Po kilku dniach spędzonych w domu naładowany pozytywną energią jest gotowy ruszyć w kolejną podróż. – Ciągle poszukuję nowych obiektów, ciekawych tras narciarskich i innych pięknych miejsc na wypoczynek. Chcę, by moja oferta była autentyczna, sprawdzona, atrakcyjna – podkreśla.

 

powrót

 
Sylwetka

»



»Paweł Bączek, prezes zarządu JAN-POL Incoming Tour Operator.
 
» więcej
Newsletter

»

Zamów newsletter